Społeczeństwo

Trzeci rodzaj niewolnictwa [KONTROWERSYJNE] – cz. 2/2

Współczesne niewolnictwo: małżeństwo
  • Pingback: 3 rodzaje współczesnego niewolnictwa – cz. 1/2 - Dziki Kucyk()

  • Karol Pawłowski

    Będę polemizował w tym wątku 🙂 Kwestia małżeństwa powinna być rozważana świadomie – sam sakrament nie jest niewolnictwem a nieodpowiedzialna decyzja ludzi. Tak samo kredyty oraz praca – to nie one zniewalają a sami ludzie traktując je nierozsądnie. Kiedyś ludzie pracowali krócej ale poziom złożoności życia był inny. Mimo to przodkowie budowali wartości i pozostawiali je kolejnym pokoleniom. Dodatkowo nie uważam, że resource sharing to dobry kierunek, doprowadzi on do zniknięcia własności a podbije ceny usług co jeszcze bardziej zwiększy niewolnictwo. Przykładem jest samochód – zawsze mogę wsiąść i jechać do rodziny. W przypadku ubera to już nie jest takie proste. Ostatnio narasta też trend podróży typu – patrzcie gdzie ja nie byłem, jaki jestem fajny. To dopiero hipokryzja, podróż na kredyt aby pokazać się innym. Nadchodzące mody wcale nie wydają się lepszą alternatywą. Podsumowując komentarz, kierujmy się rozsądkiem, nie emocjami oraz tym co powiedzą inni. Żyjmy życiem które uważamy za najlepsze dla nas.

    P.S. Dzięki za ciekawy i merytoryczny artykuł.

    • dziękuję. jasne. zgadzam się. o to chodzi, żeby nie uczestniczyć w tym owczym pędzie. nie dać się wtłoczyć w schemat, „bo tak robią inni”, „bo zawsze tak było”, warto redefiniować zastane schematy wg własnych potrzeb. żeby nie być ich niewolnikiem. co do sharing economy… dla mnie wydaje się to genialne, ale chętnie więcej poczytam o potencjalnych minusach tego trendu, polecasz coś?

  • Michał Jędrasik

    To wszystko, to całe niewolnictwo, o którym szanowna koleżanka napisała nazywa się odpowiedzialność za własne decyzje. Jakież to straszne ponosić odpowiedzialność, musieć wstawać rano. W tle przewinęły się papierosy – niewolnictwo chemiczne. Jest to autentyczne łapanie nastolatków w siatkę i zakładanie im kajdanów najczęściej do końca życia. Więc może zamiast pytać gościa w Ferrari o ognia (na pewno chętnie poczęstuje, może nawet pracuje w której z korporacji produkującej ramki), rzuć palenie.

    Kredyt? Można przestać płacić. Z pełną świadomością i w dowolnym momencie. Bank po prostu będzie chciał odzyskać pieniądze. Można też nigdy nie zaciągać kredytów. Praca (pracujesz, żeby móc kupić nowe rzeczy? Serio?)? Uwierz mi, że możesz ją rzucić. Możesz wyjść dzisiaj i jutro robić coś innego. Małżeństwo? Nikt Ci nie zabroni sypiać z kim chcesz. Najwyżej ktoś kto Ci zaufał przepłacze kilka nocy, tyle. Możesz brać cztery śluby albo żadnego. Możesz mieć dzieci z facetami z czterech różnych kontynentów. Nie ma żadnych przeciwwskazań.
    Problem jest jeden i ten sam ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA WŁASNE DECYZJE – najgorsze niewolnictwo. Bo dziecko zawsze będzie chciało jeść i zawsze będzie chciało mieć ciepło, a trzy godziny polowania dziennie może Ci nie wystarczyć na schwytanie/ uzbieranie czegoś sensownego.

    Podsumowując, jeżeli coś dzisiaj ogranicza Twoją swobodę, to jest to swoboda innych. Tych innych jest dużo. Bardzo dużo. Na tyle dużo, że gdyby wszyscy postanowili popracować 3 godziny dziennie (np. w przemyśle spożywczym) 3/4 „innych” musiałoby umrzeć. Ale zanim umarliby z głodu z honorem, zrobiliby wokół siebie niezły gnój poświęcając więcej niż 3 godziny dziennie na redukcję liczby innych głodnych.

    Ja czuję się wolny. Wiem dla czego i dla kogo pracuję, wiem z kim się związałem i dlaczego, kredytów nie mam. I nie palę.

    • „ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA WŁASNE DECYZJE – najgorsze niewolnictwo” – zgadzam się w 100%. niemniej jednak pisałam tu o schematach, nie każdy ma odwagę je kwestionować. nawet wielu na to nie wpadnie. presja społeczna na własne mieszkanie i małżeństwo jest spora. a poza tym uważam, że nawet najwspanialsza praca świata, o ile sam nie możesz ustalać godzin pracy i czasu, jaki jej poświęcasz, zawsze będzie niewolnictwem. no chyba, że należy się do grona szczęśliwców, którzy twierdzą, że ani jednego dnia nie przepracowali, bo praca to sens ich życia. ale np. ja mam jeszcze inne sensy. gdybym mogła, non-stop pływałabym w morzu i oglądała rafy 😉

      • Michał Jędrasik

        W takim razie to uleganie presji społecznej jest niewolnictwem, a nie praca, mieszkanie, czy małżeństwo (wiem, truizm). Świadome wyrzeczenie nie jest i nigdy nie będzie niewolnictwem i nie ma z tym nic wspólnego. Bardzo egoistycznie rozumiesz wolność, wręcz naiwnie. Tak jakby chodziło wyłącznie o kaprysy w stylu chcemisie/niechcemisie.

        Prawdziwa wolność to wolność posiadania i wygłaszania poglądów (wraz z prawem do ponoszenia za nie odpowiedzialności), wolność i głębia relacji międzyludzkich (i czas ich wypracowanie), ale też możliwość oddziaływania na rzeczywistość i przez to kształtowania jej, prawo do prywatności. W ogóle przeciwny biegun unikania odpowiedzialności.

        • „Świadome wyrzeczenie nie jest i nigdy nie będzie niewolnictwem i nie ma z tym nic wspólnego”. – też tak uważam, jeśli masz tutaj na myśli odejście od narzucanych schematów. tak się składa, że presja społeczna dotyczy właśnie najczęściej tych 3 kwestii (z moich obserwacji, może masz inne) i wydaje mi się, że to wybrzmiewa w tekście. ale oczywiście cenna uwaga, dziękuję, powinnam to uwypuklić. a inne spojrzenia na wolność opisuję w kolejnych wpisach. może tutaj moje podejście do wolności wyda Ci się mniej naiwne: http://dzikikucyk.com/prostytutka-dziewica-w-arabskim-swiecie-cz-12/

  • Pingback: Tinder: ksiażę nie z tej bajki i Tinderella()